piątek, 12 kwietnia 2013

Historia Amber... w 3 częściach

Historia Amber

1.Dzieciństwo

Muszę sama przyznać że urodziłam się w dość nie typowym miejscu. 
To były latające skały.

Nie byłam nikim szczególnym.
Matka szpieg i ojciec wojownik .
Nic nadzwyczajnego. Rodzice 
nazwali mnie Angel. Nie znosiłam 
tego imienia. Może pasowało do 
mojego wyglądu ale na pewno nie 
do charakteru. Nie miałam przyjaciół .
No może oprucz jednej klaczki. 
Nazywała się Kimbra. 
Pewnego dnia (miałam 1rok 
i 5miesięcy) ja , Kimbra 
i inne źrebaki ze stada zleciały na ziemię 
by poznawać świat. Był to rodzaj wycieczki szkolnej.
-Witajcie uczniowie. Musicie wiedzieć o świecie który znajduje się pod 

naszymi terenami.- mówiła pani Andromeda, nasza nauczycielka - Musicie 
wiedzieć ,że ten dolny świat jest pełen niebezpieczeństw. Są tu drapieżniki 
takie jak wilki, duże koty, ghule i inne groźne stworzenia…….(bla,bla,bla) 
Nie słuchałam co mówiła nauczycielka. Byłam wpatrzona w ziemię i rysowałam wilka. 
Nagle na moim rysunku znalazło się czyjeś kopyto.
-Uważaj Angel .Może w końcu się czegoś nauczysz-zaśmiała się córka ogiera alfa
-Zamknij twarz…- wymamrotałam.
-Ageli, ona nie jest tego warta-powiedziała Kimbra
-Chyba masz rację..Andromeda dziś bardzo przynudza.
-Chodźmy się gdzieś wyrwać.
-A jeśli będą się o nas martwic?
Obie wybuchłyśmy śmiechem
-Co was tak bawi dziewczynki?- spytała pani A.
-Nic , nic..-powiedziałam powstrzymując śmiech
-A więc powtórzcie o czym teraz mówiłam
-Pani mówiła ooo..yyy
-No właśnie , widać że nie jesteście jeszcze młodymi klaczami. 

Jesteście źrebakami ,mało tego! Matka powinna was jeszcze mlekiem karmić!
Wszyscy na nas patrzyli i się z nas śmiali.
-Wracajcie do stada….- powiedziała Andromeda-A my kontynuujemy 

nasza lekcje….(bla,bla,bla)
Zbierało mi się na płacz. Jeszcze nikt mnie tak nie poniżył. Myślałam że zaraz wybuchnę.
-Wszystko ok. Angel?- spytała Kimbra
-Nie jest ok.!Widziałaś jak nas potraktowała?!
-Ale to trochę nasza wina..
-Zwariowałaś?!
-Nie! Ja po prostu poważnieje.
-Uciekam z tąd…
-A co ze mną? Z twoimi rodzicami?
-Mam ich gdzieś!
-Mnie też masz gdzieś?!
-Nie zrozum proszę..
-Chcesz odejść, bo jakaś stara kobyła cie obraziła? Angel, żyje się dalej, 

szczęście jest o krok-powiedziała uśmiechając się litościwie
-Nie ma niczego takiego jak szczęście! Ja chcę odejść bo tu nigdy nie 

poznam tego uczucia…
-Jakiego? Angel, na pewno się zakochasz i będziesz mieć śliczne małe źrebiątka
-Ja nie chcę źrebiąt! Nie znoszę dzieci.
-To dziwne bo sama nim jesteś. Jak można nie lubić dzieci!?

No to dlaczego odchodzisz?
-Bo tu nigdy nie poznam ogiera który by mi się spodobał. A poza tym wiesz 

jakie mamy zasady?
-Tak jest ich sporawo.
-No właśnie! Ja nie mam zasad. Chcę przeżyć przygodę!
-No to proszę droga wolna.-powiedziała zdenerwowana
Poleciałam na zachód. Czym dłużej leciałem ziemia robiła się bardziej ponura. 

W końcu wylądowałam na małej polanie. Byłam bardzo zmęczona . Zasnęłam. 
Gdy się obudziłam zobaczyłam dużego, czarnego jednorożca .
-Co robisz na ziemiach Klanu Cienia?
-Uciekłam ze stada. Szukam schronienia. Już się zmywam - powiedziałam szorstko
-Hymm..Uciekłaś?
-Tak.
-Może dołączysz do Klanu Cienia?
-Mogę?
-Tak ,masz to coś co cenię sobie w moich zabójcach
-Zabójcach?- Zobaczyłam coś dziwnego w tym ogierze. On miał kły!
-Tak, to właśnie robi nasz klan. Zabijamy inne konie
-Czemu mnie nie zabijesz?
-Nie wiem… coś mi nie pozwala .Jak masz na imię?
-…Amber
Zaprowadził mnie do ruin jakiegoś starego zamku. 

Wszystkie konie to były czarne ogiery-jednorożce. Szłam przez korytarz,
a oni pogwizdywali i rzucali mniej więcej takie teksty; Hej mała, To nie miejsce 
dla ciebie, Cześć piękna itd. Dorastałam u boku ogiera alfa –Mustafara. 
To właśnie on mnie przygarną. Szkolił mnie na bezwzględną maszynę do zabijania.

2.Klan Cienia

Gdy osiągnęłam wiek 1200 lat , mój ojciec uznał że jestem na tyle poważna 

i mam tak dobre doświadczenie jeśli chodzi o taktykę, strategię i samo zabijanie, 
że mogę być już przywódcą zabójców.
-AMBER!
-Tak,ojcze?
-Masz nowe zlecenie. Masz zabić syna alfy anielskich pegazów.
-Po co?
-Masz spełniać moje polecenia czyż nie?
-Tak jest!
Wyszłam przed ruiny gdzie czekała na mnie już moja drużyna .
-I co?
-I nico! Zajmijcie się swoimi sprawami.-poszłam do zbrojowni. 

Wzięłam z tamtąd mój ulubiony sztylet. Myślałam ;,,To tylko źrebak jest bezbronny’’. 
Lecz nie wiedziałam gdzie się znajduję siedziba tego stada
- Pomóc w czymś Amber?- spytał jakiś ogier a za nim przybiegły też inne
-Odwal się….
-Uuuu drapieżżżna 
-Zostawcie mnie w spokoju.
-Tylko nie gryź
-Czego nie rozumiecie w słowie ,,spokój’’!
-yyy… Wszystkiego- To chyba miał być żart
-Ale jesteście tęmpi .
-Boisz się przyznać że nie znasz drogi?
-Nie .Ja dobrze znam drogę
-No tooo… Gdzie lecisz?
-Nie wasz interes..
-No dobrze..Ale akurat ja znam drogę
-Gdzie to jest…
-Czyli nie wiesz?
-Po prostu się pytam gdzie to.
-Taaa… Południe, miasto jest w chmurach
Nawet nie podziękowałam tylko od razu rzuciłam się na południe z moim 

ulubionym sztyletem. Długo leciałam. W ten sposób poznałam wiele krain. 
Gdy byłam na miejscu, szybko mogłam wmieszać się w tłum. W końcu byłam 
białym pegazem .Podeszłam do strażników , którzy strzegli parę alfa i jej 
nowo narodzonego syna.
-Witajcie panowie. Wasz władca chciałby się dowiedzieć, który z was jest silniejszy.
-Oczywiście że..
-Ja!
-Ty? to nie możliwe
Konie zaczęły się kopać a ja pobiegłam do trzeciego strażnika
-Oni się biją, zrób coś!
Potem spokojnie weszłam do pokoju gdzie odpoczywał nowo narodzony źrebak , 

wyciągnęłam sztylet i …  zabiłam go ...  Wszczęto alarm. 
Szukano sprawcy tej strasznej zbrodni. W tym czasie ja już uciekłam i byłam
 już daleko od tego miasta. Byłam z siebie dumna i nie mogłam się doczekać 
aż pokaże ojcu zakrwawiony sztylet i sierść zabitego księcia

3.Dołączenie do stada.


Gdy wróciłam z wyprawy dowiedziałam się czegoś okropnego.
-Amber.. Mustafar nie żyje..
-Co?!
-Władzę przejął Cody
-Co?!Ten palant?!
-Niestety. On ma jakiś plan , jak zabić Anielskie Pegazy
-Wszystkie? Jego plany zwykle nie wypalają
-Woła cię do siebie
-uhhh…Już idę.
Gdy byłam na miejscu..
-Amber, jak się cieszę że wróciłaś.-Powiedział Cody uśmiechając 

się głupio - powiodło się?
Rzuciłam mu pod kopyta zakrwawiony sztylet. On popatrzył na niego i powiedział;
-Dobra robota .Co do mojego planu…
-Daruj sobie Cody …I tak się nie uda..
-Tym razem się uda. Ty jesteś przynętą bo zabiłaś tego dzieciaka i pewnie cię szukaja..
-Oho..już to widzę
-Cicho! Idziemy wprowadzić mój plan w życie.
Poszliśmy nad wąski kamienny kanion. Ja byłam na dole a inni członkowie 

Klanu Cieni na brzegach. Nagle usłyszałam glos;
-NADLATUJĄ!
Anielskie Pegazy wylądowały w kanionie. Widać że były wprost w furii.
-Zabiłaś mojego syna ty…
-Teraz!
Jednorożce z mojego klanu zaczęły strzelać kulami energii w ściany, 

które zaczęły się walić. Starałam się uciec ,lecz jeden ze spadających 
głazów przygniótł moje skrzydło. Wyglądało że wszystkie Anioły zginęły 
pod sterta głazów. Cody podszedł do mnie.
-Pięknie Amber ,znowu się spisałaś
-Cody, pomóż mi.
-Nie jesteś mi już potrzebna.
-Co?!Nie, Cody proszę
-O patrzcie, Amber prosi ,w obliczu śmierci..żałosne - powiedział odchodząc
-Nie, Cody nie zostawiaj mnie!
-Nosił wilk razy kilka ponieśli i wilka ,Amber- powiedział idąc przed siebie
-Nie, nie nie nie nie-Cody znikł mi z oczu -COOOOODY!!!!!!!!!! - krzyknęłam. 

Tym czasem zaczęło się ściemniać .Z zakątków kanionu było słychać wycie 
wilków .Nagle z końca kanionu rozbłysło białe światło, które się do mnie zbliżało 
coraz bardziej. Gdy było już blisko zobaczyłam że to jednorożec!
-Ojej co ci się stało- powiedziała biała klacz, podnosząc swą mocą kamień 

który przymiazdżył moje skrzydło.
-Dzięki… Nie potrzebuje dalszej pomocy.
-Tak, jasne masz ranne skrzydło.
-ehhhh… Dam sobie rade
-Może się przyłączysz do mojego stada? Tam cię wyleczymy.
-A mam jakieś inne wyjście?
-Nie-powiedziała klacz uśmiechając się-Jestem Dainil
-Ja Amber.
Zaprowadziła mnie do stada. Zaczyna się rozdział 4 w moim długim 

nieśmiertelnym życiu…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz