Moja historia zaczyna się w pięknym lesie, zaczarowanym lesie. las ten nie jest jak inne
tu wiosna trwa wiecznie a myśliwi nigdy tu nic nie upolują dzięki mocy jednorożców.
Można by rzec Raj dla zwierząt.
Mój ojciec był ogierem alfa w naszym stadzie to na nim spoczywała obrona lasu przed ludźmi.
Ja byłam młodą klaczą alfa {księżniczką} Było cudownie lecz gdy dorosłam zapragnęłam
założyć własne stado. Lecz to nie było takie proste , mój ojciec był strasznie nadopiekuńczy.
Powiedziałam o tym mojej mamie{celestii}, która bardzo ucieszyła się na tą wiadomość.
I w tedy mnie zapytała :
- córeczko czy powiedziałaś już o tym ojcu ?
- jeszcze nie ...
- A kiedy masz zamiar mu powiedzieć ?
- niedługo, na pewno
- dobrze moja droga, ale kto zajmie twoje miejsce jako młoda alfa ?
- zrobicie konkurs , zgoda ?
- dobry pomysł
Po tej rozmowie poszłam poszukać ojca bo wolałam mu to powiedzieć teraz by nie był
na mnie potem zły.
- TATUSIU ! - zawołałam go.
- Tutaj jestem córeczko , o co chodzi ?
- musimy porozmawiać
- no dobrze mów
- ehh ...
- jak wiesz nie jestem już małą klaczą
- dla mnie zawsze nią będziesz
- mmm... No tak
- chciała bym założyć własne stado
- CO takiego !?!
- chciałabym założyć własne stado
- Celestio proszę choć tu szybko !!!
- tak kochanie ?
- nasza córka zwariowała ,chce odejść od stada.
- Raa uspokój się.
- Dainil jest już doża , poradzi sobie.
- ale, ale Dainil ja nie chcę cie stracić.
- ojcze nie stracisz mnie dzięki moi mocom zawiadomię was gdzie jestem i będziecie
mogli mnie odwiedzać.
- No zgoda ufa ci możesz założyć własne stado, ale obiecaj mi że o nas nie zapomnisz
i czasem nas odwiedzisz dobrze ?
- oczywiście że tak , kocha Cę tato, i ciebie też mamo
Po tej rozmowie wyszłam z lasu i szukałam ładnych i nie zamieszkałych terenów.
Błąkałam się tak ale szłam przed siebie . Szlam tak aż stanęłam nad urwiskiem właśnie
miałam wzbić się do lotu gdy przed oczami przeleciał czarny jak noc pegaz .
Hej uważaj gdzie latasz zawołałam do
niego - zignorował mnie. Zdenerwowało mnie takie zachowanie ponieważ nikt nigdy mnie
nie zignorował.
Wstałam na dwie nogi i złapałam go za ogon i zawołałam
- mówię do ciebie wiesz o tym
- no wiem no i co z tego jesteś jakąś księżniczką czy coś ? - [ zaśmiał się]
- a żebyś wiedział że jestem!
- dobrze nie ważne , zacznijmy jeszcze raz
- jestem Dainil , a ty ?
- ja jestem Ares,
- milo cię poznać
- gdzie idziesz ?
- szukam ładnych terenów aby założyć stado
- czy mogę iść z tobą Dainil ?
- pewnie że możesz
- dobra to... gdzie lecimy
- na zachód
- dobra
- a tak w ogóle mam jedno pytanie
- dawaj
- czy ty jesteś ten słynny Ares anielski Pegaz ?
- tak ale opowiem ci to innym razem , kuzynko.
- dobrze , co
- nic nic
no i tak szliśmy razem lecieliśmy nocą i dniem i znaleźliśmy piękne tereny nie zamieszkane
przez nikogo. Zostałam klaczą alfa ze względu że to on przyłączył się do mnie a nie odwrotnie
a on został ogierem beta.
Historia Dainil - Wersja Aresa - Historia Dołączenia do Stada i poznania Dainil
To jak poznałem Dainil to Jedna Historia ale wszystko musi mieć początek typu dlaczego
nie jestem w swoim wcześniejszym stadem itp. ale to już zupełnie inna bajka..
Zanim poznałem Dainil Należałem do stada Anielskich Koni to trochę dziwne bo ja jestem
czarny jak noc a nawet jeszcze bardziej ciemniejszy.. a słowo Anielski to wydaje się jakby
chodziło o Piękne białe konie czyż nie ? Ale o tym opowiem wam następnym razem.
Więc latałem sobie tak o po niebie bo czasem fajnie sobie tak podryfować po niebie nawet się
nie zorientowałem kiedy przypadkiem wpadłem na Dainil, moją kuzynkę lecz ona nie wiedziała,
znaczy wiedziała kim ja jestem, jak mam na imię ale nie wiedziała, że jestem jej kuzynem..
Ja zawsze wiedziałem o tym, że mam kuzynkę Jednorożca ale nigdy nie sądziłem, że ją spotkam
po za tym ja jestem jej zupełnym przeciwieństwem !
Ona Lubi Towarzystwo i jest miła, przyjazna i wrażliwa i nie lubi Samotności i Wrednych Koni
A Ja Lubię Samotność i jestem Niemiły i Wredny ! Rzadko się zdarza, że jestem miły i przyjazny
dla kogoś (tylko dla Ruffian staram się być miły i...).
Więc gdy wpadłem na Dainil na początku nie zorientowałem się, że to jest właśnie moja kuzynka,
więc zrobiłem to co zwykle.. Czyli olałem ją bo w tym jestem najlepszy !
Lecz ona nie lubi wrednych koni dlatego gdy ją olałem jak mówiła do mnie bym uważał jak
latam złapała mnie z ogon i zawołała :
- Mówię do ciebie wiesz o tym - Powiedziała zła.
- No wiem, no i co z tego, Jesteś jakąś księżniczką czy coś ? - Powiedziałem i Zaśmiałem się.
- a żebyś wiedział że jestem!
- dobrze nie ważne, zacznijmy jeszcze raz
- jestem Dainil , a ty ?
- ja jestem Ares - Powiedziałem ciągle unosząc się w powietrzu
- milo cię poznać
- gdzie idziesz ? - zapytałem z ciekawości bo skoro to taka księżniczka...
- szukam ładnych terenów aby założyć stado
- czy mogę iść z tobą Dainil ? - Spytałem się tylko dla tego, że zorientowałem się, że to moja
kuzynka a ja.. fajnie było by mieć gdzieś swoje miejsce by móc tam wracać a nie latać byle gdzie...
- pewnie że możesz
- dobra to... gdzie lecimy ?
- na zachód
- dobra
- a tak w ogóle mam jedno pytanie
- dawaj ! - Co jak co ale lubię odpowiadać na pytania...
- czy ty jesteś ten słynny Ares anielski Pegaz ?
- tak ale opowiem ci to innym razem , kuzynko.
- dobrze , co
- nic nic - Powiedziałem i po czym zamilkłem.
I tak ją poznałem.. później znaleźliśmy idealne tereny i Dainil założyła to swoje wymarzone stado,
a ja, ja jej pomagam jako Ogier Beta powiedziałem jej też że jest moją kuzynką i wszystko
pięknie się ułożyło... Gdyby tylko mój syn mógł by być tu ze mną było by idealnie !
Dainil, Ja i Ruffian zrobilibyśmy mu tu nowy dom i chyba by polubił swoją ciotkę i macochę :)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Historia Aresa - Od Początku
I jak by tu zacząć ? Może tak!
Jestem Ares, tak nazwał mnie Ojciec Kronos. Moja matka Rea,zmarła rodząc
mojego brata Krios'a, ale oprócz niego mam jeszcze drugiego brata Anosa który jest ode mnie
O wiele starszy ! a Krios'on jest ode mnie młodszy ale tylko o 10 lat . U nas w stadzie które
nazywało i nadal nazywa się Anielskie Pegazy. Bo zawsze rodziły się białe Pegazy i każdy
był zawsze miły, przyjaźnie nastawiony do innych pomocne itp. tylko ja się wyróżniałem...
Od Zawsze byłem Wredny, Niemiły, Obojętny na wszystko i wszystkich i jako jedyny
nienawidziłem Dnia Tęczy.. ! bo nie lubię tęczy, króliczków, hałasu i jak ktoś
próbuje mi rozkazywać ! A mój ojciec ciągle mi rozkazywał. A jeśli chodzi o "Dzień Tęczy"
to jest dzień gdy słońce nie zachodzi przez cały dzień (i nie ma widać wtedy też księżyca
bo przez cały dzień 24 H. Świeci Słońce)
I ta tęcza przez cały dzień wisi na niebie i te hałasy jak by wesela szykowali bo "Dzień Tęczy"
To chyba ,,Najważniejsze Święto'' w naszym stadzie, każdy wtedy był ciągle uśmiechnięty i wesoły...
Ale nic bo to nie ma znaczenia ważniejsze jest to, że jestem synem Kronosa Przywódcy
Anielskich Pegazów. A ważniejsze jest to dlatego, że w naszym stadzie jest taka przepowiednia
Które dotyczy mojej rodziny, ponieważ w mojej rodzinie wszyscy są Biali
(nawet spokrewnione z nami Jednorożce i zwykłe konie) A w przepowiedni jest napisane,
że w którymś pokoleniu narodzi się Biały Pegaz który będzie inny niź wszyscy...
czyli jak mówiłem, że wszyscy z mojego stada są mili, pomocni i przyjaźnie nastawieni to chodziło
o to, że "ten Pegaz" miał być wredny, niemiły itp.w gdy osiągnie wiek 2500 lat jego sierść zmieni
kolor na Czarny i będzie Czarny jak noc.. a nawet ciemniejszy..
Było tam też o skłonności do walk i bez litości ale to tylko podpowiedzi do rozpoznania tego Pegaza..
A Ja zawsze właśnie z tego słynąłem bo nawet Anielskie Pegazy były w konfliktach z innymi
stadami i bywały też wojny a ja jako jedyny byłem zawsze bezlitosny, podczas gdy inni czasem
litowali się i często nie zabijali jeńców.. No ale cóż każdy pył przekonany, że to ja mam być tym
pierwszym Czarnym Pegazem w Stadzie i w Rodzinie tyle, że nikt nie śmiał mi to powiedzieć
prosto w oczy. Czasem zdawało mi się i myślałem, że to nie innych, wrogich nam sad się
boją najbardziej tylko mnie... . Bo przepowiednia mówiła, że Czarny Pegaz będzie klęską Stada...
Że nasze stado upadnie... Stado które liczy około nawet 2000 tyś. Białych Pegazów...
Stado które istnieje ponad kilkanaście tyś. lat... Stado które Nigdy nie przegrało żadnej wojny
czy bitwy, wręcz to jedno z najtrwalszych i zdawało by się, że jest jednym z najsilniejszych stad.
Miałoby upaść przez jednego Czarnego Pegaza.. Tylko ja jedyny nie wierzyłem w ten stek
bzdur no i moja matka która zmarła też w to nie wierzyła. Ale i tak przez te 2500 lat żyło
mi się dobrze, z piękną klaczą Asterią mam syna Erosa którego nie widziałem odkąd mnie
wygnali bo obawiali się, że przyniosę im zgubę choć nie tylko ja byłem czarny...
po tym jak skończyłem 2500 lat i sierść zmieniła kolor, byłem jeszcze 10 lat w stadzie gdzie
po tych dziesięciu latach sierść mojego brata Kriosa również zmieniła kolor i wtedy ojciec się
obawiał którego ma wygnać... Który jest tym który ma ich obalić a który uratować...
Ach a to następna przepowiednia, że będzie drugi Czarny Pegaz który powstrzyma tego złego...
I uratuje stado przed upadkiem i wszyscy w to wierzyli bo jakaś stara jak świat Klacz
z naszego stada która jest jedną z pierwszych klaczy w naszym stadzie (ma kilkanaście tyś. Lat !)
i dlatego, że ona tak przepowiedziała mnie wygnali bo mieli do wyboru albo mnie wygnać
albo Kiosa a, że ojciec nie wiedział kogo ma wygnać postanowił poddać to pod głosowanie
a inni mieli zdecydować tak, by stado Przetrwało. Więc i tak co by nie było wszyscy głosowali
na to by to mnie wygnać bo... ponieważ mam taki a nie inny charakter a mój brat
zawsze udawał świętoszka i podlizywał się ojcu. Nawet moja "Ukochana" Asteria była
za tylko mój brat Anos i Syn Eros byli po mojej stroni, Eros jako syn staną po stronie ojca..
A Anos bo wiedział jaki jest Krios podstępy i kłamliwy i mało lojalny bo ciągle oszukiwała
w jaki kol wiek sposób by się dało... .
Po wygnaniu nie miałem pojęcia co robić błąkałem się tak samotnie i zdołowany..
Bo w końcu jestem Ares ! Zawsze uchodziłem za niepokonanego bo też taki byłem, nigdy
nie przegrałem, Nigdy! A tu w najważniejszym starciu przegrałem ze swoim młodszym bratem.
Ale cóż wszystko dobre co się dobrze kończy poznałem swoją kuzynkę Dainil i swoją
nową wybrankę Ruffian i mogę powiedzieć że jestem szczęśliwy.
No i to koniec mojej małej historii...
===========================================================
Historia Amber
1.Dzieciństwo
Muszę sama przyznać że urodziłam się w dość nie typowym miejscu. To były latające skały.
Nie byłam nikim szczególnym.
Matka szpieg i ojciec wojownik .
Nic nadzwyczajnego. Rodzice
nazwali mnie Angel. Nie znosiłam
tego imienia. Może pasowało do
mojego wyglądu ale na pewno nie
do charakteru. Nie miałam przyjaciół .
No może oprucz jednej klaczki.
Nazywała się Kimbra.
Pewnego dnia (miałam 1rok
i 5miesięcy) ja , Kimbra
i inne źrebaki ze stada zleciały na ziemię
by poznawać świat. Był to rodzaj wycieczki szkolnej.
-Witajcie uczniowie. Musicie wiedzieć o świecie który znajduje się pod
naszymi terenami.- mówiła pani Andromeda, nasza nauczycielka - Musicie
wiedzieć ,że ten dolny świat jest pełen niebezpieczeństw. Są tu drapieżniki
takie jak wilki, duże koty, ghule i inne groźne stworzenia…….(bla,bla,bla)
Nie słuchałam co mówiła nauczycielka. Byłam wpatrzona w ziemię i rysowałam wilka.
Nagle na moim rysunku znalazło się czyjeś kopyto.
-Uważaj Angel .Może w końcu się czegoś nauczysz-zaśmiała się córka ogiera alfa
-Zamknij twarz…- wymamrotałam.
-Ageli, ona nie jest tego warta-powiedziała Kimbra
-Chyba masz rację..Andromeda dziś bardzo przynudza.
-Chodźmy się gdzieś wyrwać.
-A jeśli będą się o nas martwic?
Obie wybuchłyśmy śmiechem
-Co was tak bawi dziewczynki?- spytała pani A.
-Nic , nic..-powiedziałam powstrzymując śmiech
-A więc powtórzcie o czym teraz mówiłam
-Pani mówiła ooo..yyy
-No właśnie , widać że nie jesteście jeszcze młodymi klaczami.
Jesteście źrebakami ,mało tego! Matka powinna was jeszcze mlekiem karmić!
Wszyscy na nas patrzyli i się z nas śmiali.
-Wracajcie do stada….- powiedziała Andromeda-A my kontynuujemy
nasza lekcje….(bla,bla,bla)
Zbierało mi się na płacz. Jeszcze nikt mnie tak nie poniżył. Myślałam że zaraz wybuchnę.
-Wszystko ok. Angel?- spytała Kimbra
-Nie jest ok.!Widziałaś jak nas potraktowała?!
-Ale to trochę nasza wina..
-Zwariowałaś?!
-Nie! Ja po prostu poważnieje.
-Uciekam z tąd…
-A co ze mną? Z twoimi rodzicami?
-Mam ich gdzieś!
-Mnie też masz gdzieś?!
-Nie zrozum proszę..
-Chcesz odejść, bo jakaś stara kobyła cie obraziła? Angel, żyje się dalej,
szczęście jest o krok-powiedziała uśmiechając się litościwie
-Nie ma niczego takiego jak szczęście! Ja chcę odejść bo tu nigdy nie
poznam tego uczucia…
-Jakiego? Angel, na pewno się zakochasz i będziesz mieć śliczne małe źrebiątka
-Ja nie chcę źrebiąt! Nie znoszę dzieci.
-To dziwne bo sama nim jesteś. Jak można nie lubić dzieci!?
No to dlaczego odchodzisz?
-Bo tu nigdy nie poznam ogiera który by mi się spodobał. A poza tym wiesz
jakie mamy zasady?
-Tak jest ich sporawo.
-No właśnie! Ja nie mam zasad. Chcę przeżyć przygodę!
-No to proszę droga wolna.-powiedziała zdenerwowana
Poleciałam na zachód. Czym dłużej leciałem ziemia robiła się bardziej ponura.
W końcu wylądowałam na małej polanie. Byłam bardzo zmęczona . Zasnęłam.
Gdy się obudziłam zobaczyłam dużego, czarnego jednorożca .
-Co robisz na ziemiach Klanu Cienia?
-Uciekłam ze stada. Szukam schronienia. Już się zmywam - powiedziałam szorstko
-Hymm..Uciekłaś?
-Tak.
-Może dołączysz do Klanu Cienia?
-Mogę?
-Tak ,masz to coś co cenię sobie w moich zabójcach
-Zabójcach?- Zobaczyłam coś dziwnego w tym ogierze. On miał kły!
-Tak, to właśnie robi nasz klan. Zabijamy inne konie
-Czemu mnie nie zabijesz?
-Nie wiem… coś mi nie pozwala .Jak masz na imię?
-…Amber
Zaprowadził mnie do ruin jakiegoś starego zamku.
Wszystkie konie to były czarne ogiery-jednorożce. Szłam przez korytarz,
a oni pogwizdywali i rzucali mniej więcej takie teksty; Hej mała, To nie miejsce
dla ciebie, Cześć piękna itd. Dorastałam u boku ogiera alfa –Mustafara.
To właśnie on mnie przygarną. Szkolił mnie na bezwzględną maszynę do zabijania.
2.Klan Cienia
Gdy osiągnęłam wiek 1200 lat , mój ojciec uznał że jestem na tyle poważna
i mam tak dobre doświadczenie jeśli chodzi o taktykę, strategię i samo zabijanie,
że mogę być już przywódcą zabójców.
-AMBER!
-Tak,ojcze?
-Masz nowe zlecenie. Masz zabić syna alfy anielskich pegazów.
-Po co?
-Masz spełniać moje polecenia czyż nie?
-Tak jest!
Wyszłam przed ruiny gdzie czekała na mnie już moja drużyna .
-I co?
-I nico! Zajmijcie się swoimi sprawami.-poszłam do zbrojowni.
Wzięłam z tamtąd mój ulubiony sztylet. Myślałam ;,,To tylko źrebak jest bezbronny’’.
Lecz nie wiedziałam gdzie się znajduję siedziba tego stada
- Pomóc w czymś Amber?- spytał jakiś ogier a za nim przybiegły też inne
-Odwal się….
-Uuuu drapieżżżna
-Zostawcie mnie w spokoju.
-Tylko nie gryź
-Czego nie rozumiecie w słowie ,,spokój’’!
-yyy… Wszystkiego- To chyba miał być żart
-Ale jesteście tęmpi .
-Boisz się przyznać że nie znasz drogi?
-Nie .Ja dobrze znam drogę
-No tooo… Gdzie lecisz?
-Nie wasz interes..
-No dobrze..Ale akurat ja znam drogę
-Gdzie to jest…
-Czyli nie wiesz?
-Po prostu się pytam gdzie to.
-Taaa… Południe, miasto jest w chmurach
Nawet nie podziękowałam tylko od razu rzuciłam się na południe z moim
ulubionym sztyletem. Długo leciałam. W ten sposób poznałam wiele krain.
Gdy byłam na miejscu, szybko mogłam wmieszać się w tłum. W końcu byłam
białym pegazem .Podeszłam do strażników , którzy strzegli parę alfa i jej
nowo narodzonego syna.
-Witajcie panowie. Wasz władca chciałby się dowiedzieć, który z was jest silniejszy.
-Oczywiście że..
-Ja!
-Ty? to nie możliwe
Konie zaczęły się kopać a ja pobiegłam do trzeciego strażnika
-Oni się biją, zrób coś!
Potem spokojnie weszłam do pokoju gdzie odpoczywał nowo narodzony źrebak ,
wyciągnęłam sztylet i … zabiłam go ... Wszczęto alarm.
Szukano sprawcy tej strasznej zbrodni. W tym czasie ja już uciekłam i byłam
już daleko od tego miasta. Byłam z siebie dumna i nie mogłam się doczekać
aż pokaże ojcu zakrwawiony sztylet i sierść zabitego księcia
3.Dołączenie do stada.
Gdy wróciłam z wyprawy dowiedziałam się czegoś okropnego.
-Amber.. Mustafar nie żyje..
-Co?!
-Władzę przejął Cody
-Co?!Ten palant?!
-Niestety. On ma jakiś plan , jak zabić Anielskie Pegazy
-Wszystkie? Jego plany zwykle nie wypalają
-Woła cię do siebie
-uhhh…Już idę.
Gdy byłam na miejscu..
-Amber, jak się cieszę że wróciłaś.-Powiedział Cody uśmiechając
się głupio - powiodło się?
Rzuciłam mu pod kopyta zakrwawiony sztylet. On popatrzył na niego i powiedział;
-Dobra robota .Co do mojego planu…
-Daruj sobie Cody …I tak się nie uda..
-Tym razem się uda. Ty jesteś przynętą bo zabiłaś tego dzieciaka i pewnie cię szukaja..
-Oho..już to widzę
-Cicho! Idziemy wprowadzić mój plan w życie.
Poszliśmy nad wąski kamienny kanion. Ja byłam na dole a inni członkowie
Klanu Cieni na brzegach. Nagle usłyszałam glos;
-NADLATUJĄ!
Anielskie Pegazy wylądowały w kanionie. Widać że były wprost w furii.
-Zabiłaś mojego syna ty…
-Teraz!
Jednorożce z mojego klanu zaczęły strzelać kulami energii w ściany,
które zaczęły się walić. Starałam się uciec ,lecz jeden ze spadających
głazów przygniótł moje skrzydło. Wyglądało że wszystkie Anioły zginęły
pod sterta głazów. Cody podszedł do mnie.
-Pięknie Amber ,znowu się spisałaś
-Cody, pomóż mi.
-Nie jesteś mi już potrzebna.
-Co?!Nie, Cody proszę
-O patrzcie, Amber prosi ,w obliczu śmierci..żałosne - powiedział odchodząc
-Nie, Cody nie zostawiaj mnie!
-Nosił wilk razy kilka ponieśli i wilka ,Amber- powiedział idąc przed siebie
-Nie, nie nie nie nie-Cody znikł mi z oczu -COOOOODY!!!!!!!!!! - krzyknęłam.
Tym czasem zaczęło się ściemniać .Z zakątków kanionu było słychać wycie
wilków .Nagle z końca kanionu rozbłysło białe światło, które się do mnie zbliżało
coraz bardziej. Gdy było już blisko zobaczyłam że to jednorożec!
-Ojej co ci się stało- powiedziała biała klacz, podnosząc swą mocą kamień
który przymiazdżył moje skrzydło.
-Dzięki… Nie potrzebuje dalszej pomocy.
-Tak, jasne masz ranne skrzydło.
-ehhhh… Dam sobie rade
-Może się przyłączysz do mojego stada? Tam cię wyleczymy.
-A mam jakieś inne wyjście?
-Nie-powiedziała klacz uśmiechając się-Jestem Dainil
-Ja Amber.
Zaprowadziła mnie do stada. Zaczyna się rozdział 4 w moim długim
nieśmiertelnym życiu…
---------------- --------------- -------------------- ------------------ ------------------
Historia Shadow'a
Pierwsze stado do którego należałem to Klan Cieni, tam też się urodziłem.
Mój ojciec był przywódcą tego stada. Nigdy nikogo nie słuchałem, nawet jego jako przywódcy.
Pewnego dnia sprowadził białą klacz pegaza o imieniu Amber, zwykły posłuszny mu pegaz.
Ale potrafiła postawić się każdemu, ale tylko to mi w niej imponowało. Czasami mijaliśmy
się gdzieś na naszym terytorium, ale nic po za tym. Źrebak jak źrebak, tak myślałem w tedy
gdy dołączyła do Klanu Cienia, ale z czasem stała się jednym z najsilniejszych pegazów w stadzie.
Zbytnia pewność siebie i zaufanie do członków Klanu Cienia zabiły mojego ojca, nie żebym się przejął.
Zabił go niejaki Cody, a zgodnie z naszym prawem, objął pełnoprawne przywództwo.
Postanowiłem w tedy odejść, nie zamierzałem służyć gorszemu idiocie niż mój ojciec.
Chodziłem bardzo długo, w tym czasie postanowiłem dołączyć do innego stada.
Nagle usłyszałem trzask, przechodziłem w tedy przez las. Wiedziałem, że była to klacz,
miała mieszankę zapachów pegaza i jednorożca, ale wiedziałem też że jest sama.
Jak na złość stało się coś, co nękało mnie od dnia narodzin, zmieniłem się w białego konia.
Wyglądało to dosyć ładnie, to tak jakby biel pochłaniała czerń. Zaczynało się od pyska, a
kończyło na końcu ogona, ale nie to było najgorsze, ponieważ wraz z zmianą koloru, zmieniał
się również mój charakter na nieznośnie miły. W postaci białego konia znalazłem klacz
o dziwnym zapachu i tak jak podejrzewałem była mieszanką jednorożca i pegaza.
Miała piękne długie skrzydła i ostry róg, miała też białą sierść. Choć nie chciałem uśmiechnąłem
się miło i powiedziałem:
-Stało się coś? Zgubiłaś się?
-Tak, zgubiłam się. Nie wiem gdzie iść.
-Masz jakieś stado?
-Nie szukam jakiegoś, do którego mogła bym dołączyć.
-Więc chodź zemną, ja również takowego szukam.
-Mogę? Dzięki więc chodźmy razem.
-Więc chodź. A tak w ogóle to jak ci na imię?
-Nazywam się Sami. A ty?
-Ja nazywam się Shadow.
-Wiesz, to imię chyba nie bardzo do ciebie pasuje.
-Ja uważam, że pasuje idealnie do kogoś takiego jak ja.-Więcej nie rozmawialiśmy.
Chodziliśmy tak razem szukając stada do którego mogli byśmy dołączyć. Zaczęło
się ściemniać, a ja poczułem że się zaczynam zmieniać z powrotem. Na nieszczęście Sami,
widziała tą przemianę. Czarny kolor zalał białą sierść, oczy które były do tej pory niebieskie
stały się krwisto czerwone, a zwykłe zęby, zmieniły się w ostre jak brzytwa kły.
Sami stała przerażona z boku, jej strach czułem na całym ciele. Członkowie mojego byłego
stada, w tym również ja wzbudzaliśmy strach samą swoją obecnością.
Więc jej reakcja mnie nie zdziwiła, ale nie wiem czemu poczułem smutek, pierwszy
raz w całym swoim długim życiu poczułem smutek.
-Nie musisz się mnie bać.
-J-jesteś p-przerażający.-Przez strach i przez to, że się trzęsła nie mogła się wysłowić.
-Wiem, ale nie zrobię ci krzywdy. Podejdź.-Ostrożne podeszła, a ja rozłożyłem skrzydła.
-Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę.
-Do tej pory nic ci nie zrobiłem. A po za tym mówiłem ci, że moje imię idealnie
do mnie pasuje.-Sami zaczęła się uspokajać.
-To prawda, ale dlaczego ukrywałeś tą swoją postać?
-Nie ukrywałem. To się samo tak dzieje.- Spuściłem łeb z rezygnacją.
-E, ja przepraszam. Nie chciałam cię urazić.
-Hehe, nie uraziłaś mnie. Chodź jeszcze trochę poszukamy jakiegoś stada.
I było warto znaleźliśmy dosyć miłe stado i tam zostaliśmy.
---------------- --------------- -------------------- ------------------ ------------------
Historia Voodoo:
Jak prawi każdy koń urodziłem się w stadzie. Moi rodzice byli normalnymi członkami stada. Byłem wychowywany przez Alfy, ale nadal nie wiem dla czego. Po roku rodzice zostali zamordowani za porzucanie potomstwa. Gdy by przeżyli bym miał duuże rodzeństwo.
Gdy miałem 2 lata Alfy chciały żebym był drugą alfom. Zgodziłem się i tak się stało. Byłem szanowany w stadzie, w końcu Alfa. Wiele klaczy chciało być ze mną, ale nie wybrałem żadnej. Chciały One tylko być Alfami, a tak były wredne i podłe. W wilku 4 lat odszedłem od nich. Za to mój przybrany syn odziedziczył stado.
Rok później dołączyłem do stada burzy. Była tam jedna jedyna klacz, która była jak anioł. Za to 10 ogierów chciało ją mieć. Były walki między nimi na arenie. Ja walczyłem z najsilniejszym. Był On duży i napakowany, ale nie przewidywał moich ruchów. Po 10 min pokonałem go i zdobyłem klacz anioła.
Byłem z nią przez pół roku. Niesetny wszystkie basiory się zemściły i ją zabiły. Byłem bez silny, ale walczyłem do ostatniego ogiera. Na końcu padłem przy niej i umierałem z miłości. Na ciele miałem wiele ran. Po kilku dniach pochowałem ją w stadzie.
Przez następne pół roku galopowałem przed siebie. W końcu gdy miałem 6 lat zatrzymałem się tutaj i mam nadzieje że poznam tą jedyną ♥
---------------- --------------- -------------------- ------------------ ------------------
- No wiem, no i co z tego, Jesteś jakąś księżniczką czy coś ? - Powiedziałem i Zaśmiałem się.
- a żebyś wiedział że jestem!
- dobrze nie ważne, zacznijmy jeszcze raz
- jestem Dainil , a ty ?
- ja jestem Ares - Powiedziałem ciągle unosząc się w powietrzu
- milo cię poznać
- gdzie idziesz ? - zapytałem z ciekawości bo skoro to taka księżniczka...
- szukam ładnych terenów aby założyć stado
- czy mogę iść z tobą Dainil ? - Spytałem się tylko dla tego, że zorientowałem się, że to moja
kuzynka a ja.. fajnie było by mieć gdzieś swoje miejsce by móc tam wracać a nie latać byle gdzie...
- pewnie że możesz
- dobra to... gdzie lecimy ?
- na zachód
- dobra
- a tak w ogóle mam jedno pytanie
- dawaj ! - Co jak co ale lubię odpowiadać na pytania...
- czy ty jesteś ten słynny Ares anielski Pegaz ?
- tak ale opowiem ci to innym razem , kuzynko.
- dobrze , co
- nic nic - Powiedziałem i po czym zamilkłem.
I tak ją poznałem.. później znaleźliśmy idealne tereny i Dainil założyła to swoje wymarzone stado,
a ja, ja jej pomagam jako Ogier Beta powiedziałem jej też że jest moją kuzynką i wszystko
pięknie się ułożyło... Gdyby tylko mój syn mógł by być tu ze mną było by idealnie !
Dainil, Ja i Ruffian zrobilibyśmy mu tu nowy dom i chyba by polubił swoją ciotkę i macochę :)
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Historia Aresa - Od Początku
I jak by tu zacząć ? Może tak!
Jestem Ares, tak nazwał mnie Ojciec Kronos. Moja matka Rea,zmarła rodząc
mojego brata Krios'a, ale oprócz niego mam jeszcze drugiego brata Anosa który jest ode mnie
O wiele starszy ! a Krios'on jest ode mnie młodszy ale tylko o 10 lat . U nas w stadzie które
nazywało i nadal nazywa się Anielskie Pegazy. Bo zawsze rodziły się białe Pegazy i każdy
był zawsze miły, przyjaźnie nastawiony do innych pomocne itp. tylko ja się wyróżniałem...
Od Zawsze byłem Wredny, Niemiły, Obojętny na wszystko i wszystkich i jako jedyny
nienawidziłem Dnia Tęczy.. ! bo nie lubię tęczy, króliczków, hałasu i jak ktoś
próbuje mi rozkazywać ! A mój ojciec ciągle mi rozkazywał. A jeśli chodzi o "Dzień Tęczy"
to jest dzień gdy słońce nie zachodzi przez cały dzień (i nie ma widać wtedy też księżyca
bo przez cały dzień 24 H. Świeci Słońce)
I ta tęcza przez cały dzień wisi na niebie i te hałasy jak by wesela szykowali bo "Dzień Tęczy"
To chyba ,,Najważniejsze Święto'' w naszym stadzie, każdy wtedy był ciągle uśmiechnięty i wesoły...
Ale nic bo to nie ma znaczenia ważniejsze jest to, że jestem synem Kronosa Przywódcy
Anielskich Pegazów. A ważniejsze jest to dlatego, że w naszym stadzie jest taka przepowiednia
Które dotyczy mojej rodziny, ponieważ w mojej rodzinie wszyscy są Biali
(nawet spokrewnione z nami Jednorożce i zwykłe konie) A w przepowiedni jest napisane,
że w którymś pokoleniu narodzi się Biały Pegaz który będzie inny niź wszyscy...
czyli jak mówiłem, że wszyscy z mojego stada są mili, pomocni i przyjaźnie nastawieni to chodziło
o to, że "ten Pegaz" miał być wredny, niemiły itp.w gdy osiągnie wiek 2500 lat jego sierść zmieni
kolor na Czarny i będzie Czarny jak noc.. a nawet ciemniejszy..
Było tam też o skłonności do walk i bez litości ale to tylko podpowiedzi do rozpoznania tego Pegaza..
A Ja zawsze właśnie z tego słynąłem bo nawet Anielskie Pegazy były w konfliktach z innymi
stadami i bywały też wojny a ja jako jedyny byłem zawsze bezlitosny, podczas gdy inni czasem
litowali się i często nie zabijali jeńców.. No ale cóż każdy pył przekonany, że to ja mam być tym
pierwszym Czarnym Pegazem w Stadzie i w Rodzinie tyle, że nikt nie śmiał mi to powiedzieć
prosto w oczy. Czasem zdawało mi się i myślałem, że to nie innych, wrogich nam sad się
boją najbardziej tylko mnie... . Bo przepowiednia mówiła, że Czarny Pegaz będzie klęską Stada...
Że nasze stado upadnie... Stado które liczy około nawet 2000 tyś. Białych Pegazów...
Stado które istnieje ponad kilkanaście tyś. lat... Stado które Nigdy nie przegrało żadnej wojny
czy bitwy, wręcz to jedno z najtrwalszych i zdawało by się, że jest jednym z najsilniejszych stad.
Miałoby upaść przez jednego Czarnego Pegaza.. Tylko ja jedyny nie wierzyłem w ten stek
bzdur no i moja matka która zmarła też w to nie wierzyła. Ale i tak przez te 2500 lat żyło
mi się dobrze, z piękną klaczą Asterią mam syna Erosa którego nie widziałem odkąd mnie
wygnali bo obawiali się, że przyniosę im zgubę choć nie tylko ja byłem czarny...
po tym jak skończyłem 2500 lat i sierść zmieniła kolor, byłem jeszcze 10 lat w stadzie gdzie
po tych dziesięciu latach sierść mojego brata Kriosa również zmieniła kolor i wtedy ojciec się
obawiał którego ma wygnać... Który jest tym który ma ich obalić a który uratować...
Ach a to następna przepowiednia, że będzie drugi Czarny Pegaz który powstrzyma tego złego...
I uratuje stado przed upadkiem i wszyscy w to wierzyli bo jakaś stara jak świat Klacz
z naszego stada która jest jedną z pierwszych klaczy w naszym stadzie (ma kilkanaście tyś. Lat !)
i dlatego, że ona tak przepowiedziała mnie wygnali bo mieli do wyboru albo mnie wygnać
albo Kiosa a, że ojciec nie wiedział kogo ma wygnać postanowił poddać to pod głosowanie
a inni mieli zdecydować tak, by stado Przetrwało. Więc i tak co by nie było wszyscy głosowali
na to by to mnie wygnać bo... ponieważ mam taki a nie inny charakter a mój brat
zawsze udawał świętoszka i podlizywał się ojcu. Nawet moja "Ukochana" Asteria była
za tylko mój brat Anos i Syn Eros byli po mojej stroni, Eros jako syn staną po stronie ojca..
A Anos bo wiedział jaki jest Krios podstępy i kłamliwy i mało lojalny bo ciągle oszukiwała
w jaki kol wiek sposób by się dało... .
Po wygnaniu nie miałem pojęcia co robić błąkałem się tak samotnie i zdołowany..
Bo w końcu jestem Ares ! Zawsze uchodziłem za niepokonanego bo też taki byłem, nigdy
nie przegrałem, Nigdy! A tu w najważniejszym starciu przegrałem ze swoim młodszym bratem.
Ale cóż wszystko dobre co się dobrze kończy poznałem swoją kuzynkę Dainil i swoją
nową wybrankę Ruffian i mogę powiedzieć że jestem szczęśliwy.
No i to koniec mojej małej historii...
===========================================================
Historia Amber
1.Dzieciństwo
Muszę sama przyznać że urodziłam się w dość nie typowym miejscu. To były latające skały.
Nie byłam nikim szczególnym.
Matka szpieg i ojciec wojownik .
Nic nadzwyczajnego. Rodzice
nazwali mnie Angel. Nie znosiłam
tego imienia. Może pasowało do
mojego wyglądu ale na pewno nie
do charakteru. Nie miałam przyjaciół .
No może oprucz jednej klaczki.
Nazywała się Kimbra.
Pewnego dnia (miałam 1rok
i 5miesięcy) ja , Kimbra
i inne źrebaki ze stada zleciały na ziemię
by poznawać świat. Był to rodzaj wycieczki szkolnej.
-Witajcie uczniowie. Musicie wiedzieć o świecie który znajduje się pod
naszymi terenami.- mówiła pani Andromeda, nasza nauczycielka - Musicie
wiedzieć ,że ten dolny świat jest pełen niebezpieczeństw. Są tu drapieżniki
takie jak wilki, duże koty, ghule i inne groźne stworzenia…….(bla,bla,bla)
Nie słuchałam co mówiła nauczycielka. Byłam wpatrzona w ziemię i rysowałam wilka.
Nagle na moim rysunku znalazło się czyjeś kopyto.
-Uważaj Angel .Może w końcu się czegoś nauczysz-zaśmiała się córka ogiera alfa
-Zamknij twarz…- wymamrotałam.
-Ageli, ona nie jest tego warta-powiedziała Kimbra
-Chyba masz rację..Andromeda dziś bardzo przynudza.
-Chodźmy się gdzieś wyrwać.
-A jeśli będą się o nas martwic?
Obie wybuchłyśmy śmiechem
-Co was tak bawi dziewczynki?- spytała pani A.
-Nic , nic..-powiedziałam powstrzymując śmiech
-A więc powtórzcie o czym teraz mówiłam
-Pani mówiła ooo..yyy
-No właśnie , widać że nie jesteście jeszcze młodymi klaczami.
Jesteście źrebakami ,mało tego! Matka powinna was jeszcze mlekiem karmić!
Wszyscy na nas patrzyli i się z nas śmiali.
-Wracajcie do stada….- powiedziała Andromeda-A my kontynuujemy
nasza lekcje….(bla,bla,bla)
Zbierało mi się na płacz. Jeszcze nikt mnie tak nie poniżył. Myślałam że zaraz wybuchnę.
-Wszystko ok. Angel?- spytała Kimbra
-Nie jest ok.!Widziałaś jak nas potraktowała?!
-Ale to trochę nasza wina..
-Zwariowałaś?!
-Nie! Ja po prostu poważnieje.
-Uciekam z tąd…
-A co ze mną? Z twoimi rodzicami?
-Mam ich gdzieś!
-Mnie też masz gdzieś?!
-Nie zrozum proszę..
-Chcesz odejść, bo jakaś stara kobyła cie obraziła? Angel, żyje się dalej,
szczęście jest o krok-powiedziała uśmiechając się litościwie
-Nie ma niczego takiego jak szczęście! Ja chcę odejść bo tu nigdy nie
poznam tego uczucia…
-Jakiego? Angel, na pewno się zakochasz i będziesz mieć śliczne małe źrebiątka
-Ja nie chcę źrebiąt! Nie znoszę dzieci.
-To dziwne bo sama nim jesteś. Jak można nie lubić dzieci!?
No to dlaczego odchodzisz?
-Bo tu nigdy nie poznam ogiera który by mi się spodobał. A poza tym wiesz
jakie mamy zasady?
-Tak jest ich sporawo.
-No właśnie! Ja nie mam zasad. Chcę przeżyć przygodę!
-No to proszę droga wolna.-powiedziała zdenerwowana
Poleciałam na zachód. Czym dłużej leciałem ziemia robiła się bardziej ponura.
W końcu wylądowałam na małej polanie. Byłam bardzo zmęczona . Zasnęłam.
Gdy się obudziłam zobaczyłam dużego, czarnego jednorożca .
-Co robisz na ziemiach Klanu Cienia?
-Uciekłam ze stada. Szukam schronienia. Już się zmywam - powiedziałam szorstko
-Hymm..Uciekłaś?
-Tak.
-Może dołączysz do Klanu Cienia?
-Mogę?
-Tak ,masz to coś co cenię sobie w moich zabójcach
-Zabójcach?- Zobaczyłam coś dziwnego w tym ogierze. On miał kły!
-Tak, to właśnie robi nasz klan. Zabijamy inne konie
-Czemu mnie nie zabijesz?
-Nie wiem… coś mi nie pozwala .Jak masz na imię?
-…Amber
Zaprowadził mnie do ruin jakiegoś starego zamku.
Wszystkie konie to były czarne ogiery-jednorożce. Szłam przez korytarz,
a oni pogwizdywali i rzucali mniej więcej takie teksty; Hej mała, To nie miejsce
dla ciebie, Cześć piękna itd. Dorastałam u boku ogiera alfa –Mustafara.
To właśnie on mnie przygarną. Szkolił mnie na bezwzględną maszynę do zabijania.
2.Klan Cienia
Gdy osiągnęłam wiek 1200 lat , mój ojciec uznał że jestem na tyle poważna
i mam tak dobre doświadczenie jeśli chodzi o taktykę, strategię i samo zabijanie,
że mogę być już przywódcą zabójców.
-AMBER!
-Tak,ojcze?
-Masz nowe zlecenie. Masz zabić syna alfy anielskich pegazów.
-Po co?
-Masz spełniać moje polecenia czyż nie?
-Tak jest!
Wyszłam przed ruiny gdzie czekała na mnie już moja drużyna .
-I co?
-I nico! Zajmijcie się swoimi sprawami.-poszłam do zbrojowni.
Wzięłam z tamtąd mój ulubiony sztylet. Myślałam ;,,To tylko źrebak jest bezbronny’’.
Lecz nie wiedziałam gdzie się znajduję siedziba tego stada
- Pomóc w czymś Amber?- spytał jakiś ogier a za nim przybiegły też inne
-Odwal się….
-Uuuu drapieżżżna
-Zostawcie mnie w spokoju.
-Tylko nie gryź
-Czego nie rozumiecie w słowie ,,spokój’’!
-yyy… Wszystkiego- To chyba miał być żart
-Ale jesteście tęmpi .
-Boisz się przyznać że nie znasz drogi?
-Nie .Ja dobrze znam drogę
-No tooo… Gdzie lecisz?
-Nie wasz interes..
-No dobrze..Ale akurat ja znam drogę
-Gdzie to jest…
-Czyli nie wiesz?
-Po prostu się pytam gdzie to.
-Taaa… Południe, miasto jest w chmurach
Nawet nie podziękowałam tylko od razu rzuciłam się na południe z moim
ulubionym sztyletem. Długo leciałam. W ten sposób poznałam wiele krain.
Gdy byłam na miejscu, szybko mogłam wmieszać się w tłum. W końcu byłam
białym pegazem .Podeszłam do strażników , którzy strzegli parę alfa i jej
nowo narodzonego syna.
-Witajcie panowie. Wasz władca chciałby się dowiedzieć, który z was jest silniejszy.
-Oczywiście że..
-Ja!
-Ty? to nie możliwe
Konie zaczęły się kopać a ja pobiegłam do trzeciego strażnika
-Oni się biją, zrób coś!
Potem spokojnie weszłam do pokoju gdzie odpoczywał nowo narodzony źrebak ,
wyciągnęłam sztylet i … zabiłam go ... Wszczęto alarm.
Szukano sprawcy tej strasznej zbrodni. W tym czasie ja już uciekłam i byłam
już daleko od tego miasta. Byłam z siebie dumna i nie mogłam się doczekać
aż pokaże ojcu zakrwawiony sztylet i sierść zabitego księcia
3.Dołączenie do stada.
Gdy wróciłam z wyprawy dowiedziałam się czegoś okropnego.
-Amber.. Mustafar nie żyje..
-Co?!
-Władzę przejął Cody
-Co?!Ten palant?!
-Niestety. On ma jakiś plan , jak zabić Anielskie Pegazy
-Wszystkie? Jego plany zwykle nie wypalają
-Woła cię do siebie
-uhhh…Już idę.
Gdy byłam na miejscu..
-Amber, jak się cieszę że wróciłaś.-Powiedział Cody uśmiechając
się głupio - powiodło się?
Rzuciłam mu pod kopyta zakrwawiony sztylet. On popatrzył na niego i powiedział;
-Dobra robota .Co do mojego planu…
-Daruj sobie Cody …I tak się nie uda..
-Tym razem się uda. Ty jesteś przynętą bo zabiłaś tego dzieciaka i pewnie cię szukaja..
-Oho..już to widzę
-Cicho! Idziemy wprowadzić mój plan w życie.
Poszliśmy nad wąski kamienny kanion. Ja byłam na dole a inni członkowie
Klanu Cieni na brzegach. Nagle usłyszałam glos;
-NADLATUJĄ!
Anielskie Pegazy wylądowały w kanionie. Widać że były wprost w furii.
-Zabiłaś mojego syna ty…
-Teraz!
Jednorożce z mojego klanu zaczęły strzelać kulami energii w ściany,
które zaczęły się walić. Starałam się uciec ,lecz jeden ze spadających
głazów przygniótł moje skrzydło. Wyglądało że wszystkie Anioły zginęły
pod sterta głazów. Cody podszedł do mnie.
-Pięknie Amber ,znowu się spisałaś
-Cody, pomóż mi.
-Nie jesteś mi już potrzebna.
-Co?!Nie, Cody proszę
-O patrzcie, Amber prosi ,w obliczu śmierci..żałosne - powiedział odchodząc
-Nie, Cody nie zostawiaj mnie!
-Nosił wilk razy kilka ponieśli i wilka ,Amber- powiedział idąc przed siebie
-Nie, nie nie nie nie-Cody znikł mi z oczu -COOOOODY!!!!!!!!!! - krzyknęłam.
Tym czasem zaczęło się ściemniać .Z zakątków kanionu było słychać wycie
wilków .Nagle z końca kanionu rozbłysło białe światło, które się do mnie zbliżało
coraz bardziej. Gdy było już blisko zobaczyłam że to jednorożec!
-Ojej co ci się stało- powiedziała biała klacz, podnosząc swą mocą kamień
który przymiazdżył moje skrzydło.
-Dzięki… Nie potrzebuje dalszej pomocy.
-Tak, jasne masz ranne skrzydło.
-ehhhh… Dam sobie rade
-Może się przyłączysz do mojego stada? Tam cię wyleczymy.
-A mam jakieś inne wyjście?
-Nie-powiedziała klacz uśmiechając się-Jestem Dainil
-Ja Amber.
Zaprowadziła mnie do stada. Zaczyna się rozdział 4 w moim długim
nieśmiertelnym życiu…
---------------- --------------- -------------------- ------------------ ------------------
Historia Shadow'a
Pierwsze stado do którego należałem to Klan Cieni, tam też się urodziłem.
Mój ojciec był przywódcą tego stada. Nigdy nikogo nie słuchałem, nawet jego jako przywódcy.
Pewnego dnia sprowadził białą klacz pegaza o imieniu Amber, zwykły posłuszny mu pegaz.
Ale potrafiła postawić się każdemu, ale tylko to mi w niej imponowało. Czasami mijaliśmy
się gdzieś na naszym terytorium, ale nic po za tym. Źrebak jak źrebak, tak myślałem w tedy
gdy dołączyła do Klanu Cienia, ale z czasem stała się jednym z najsilniejszych pegazów w stadzie.
Zbytnia pewność siebie i zaufanie do członków Klanu Cienia zabiły mojego ojca, nie żebym się przejął.
Zabił go niejaki Cody, a zgodnie z naszym prawem, objął pełnoprawne przywództwo.
Postanowiłem w tedy odejść, nie zamierzałem służyć gorszemu idiocie niż mój ojciec.
Chodziłem bardzo długo, w tym czasie postanowiłem dołączyć do innego stada.
Nagle usłyszałem trzask, przechodziłem w tedy przez las. Wiedziałem, że była to klacz,
miała mieszankę zapachów pegaza i jednorożca, ale wiedziałem też że jest sama.
Jak na złość stało się coś, co nękało mnie od dnia narodzin, zmieniłem się w białego konia.
Wyglądało to dosyć ładnie, to tak jakby biel pochłaniała czerń. Zaczynało się od pyska, a
kończyło na końcu ogona, ale nie to było najgorsze, ponieważ wraz z zmianą koloru, zmieniał
się również mój charakter na nieznośnie miły. W postaci białego konia znalazłem klacz
o dziwnym zapachu i tak jak podejrzewałem była mieszanką jednorożca i pegaza.
Miała piękne długie skrzydła i ostry róg, miała też białą sierść. Choć nie chciałem uśmiechnąłem
się miło i powiedziałem:
-Stało się coś? Zgubiłaś się?
-Tak, zgubiłam się. Nie wiem gdzie iść.
-Masz jakieś stado?
-Nie szukam jakiegoś, do którego mogła bym dołączyć.
-Więc chodź zemną, ja również takowego szukam.
-Mogę? Dzięki więc chodźmy razem.
-Więc chodź. A tak w ogóle to jak ci na imię?
-Nazywam się Sami. A ty?
-Ja nazywam się Shadow.
-Wiesz, to imię chyba nie bardzo do ciebie pasuje.
-Ja uważam, że pasuje idealnie do kogoś takiego jak ja.-Więcej nie rozmawialiśmy.
Chodziliśmy tak razem szukając stada do którego mogli byśmy dołączyć. Zaczęło
się ściemniać, a ja poczułem że się zaczynam zmieniać z powrotem. Na nieszczęście Sami,
widziała tą przemianę. Czarny kolor zalał białą sierść, oczy które były do tej pory niebieskie
stały się krwisto czerwone, a zwykłe zęby, zmieniły się w ostre jak brzytwa kły.
Sami stała przerażona z boku, jej strach czułem na całym ciele. Członkowie mojego byłego
stada, w tym również ja wzbudzaliśmy strach samą swoją obecnością.
Więc jej reakcja mnie nie zdziwiła, ale nie wiem czemu poczułem smutek, pierwszy
raz w całym swoim długim życiu poczułem smutek.
-Nie musisz się mnie bać.
-J-jesteś p-przerażający.-Przez strach i przez to, że się trzęsła nie mogła się wysłowić.
-Wiem, ale nie zrobię ci krzywdy. Podejdź.-Ostrożne podeszła, a ja rozłożyłem skrzydła.
-Skąd mam wiedzieć, że mówisz prawdę.
-Do tej pory nic ci nie zrobiłem. A po za tym mówiłem ci, że moje imię idealnie
do mnie pasuje.-Sami zaczęła się uspokajać.
-To prawda, ale dlaczego ukrywałeś tą swoją postać?
-Nie ukrywałem. To się samo tak dzieje.- Spuściłem łeb z rezygnacją.
-E, ja przepraszam. Nie chciałam cię urazić.
-Hehe, nie uraziłaś mnie. Chodź jeszcze trochę poszukamy jakiegoś stada.
I było warto znaleźliśmy dosyć miłe stado i tam zostaliśmy.
---------------- --------------- -------------------- ------------------ ------------------
Historia Voodoo:
Jak prawi każdy koń urodziłem się w stadzie. Moi rodzice byli normalnymi członkami stada. Byłem wychowywany przez Alfy, ale nadal nie wiem dla czego. Po roku rodzice zostali zamordowani za porzucanie potomstwa. Gdy by przeżyli bym miał duuże rodzeństwo.
Gdy miałem 2 lata Alfy chciały żebym był drugą alfom. Zgodziłem się i tak się stało. Byłem szanowany w stadzie, w końcu Alfa. Wiele klaczy chciało być ze mną, ale nie wybrałem żadnej. Chciały One tylko być Alfami, a tak były wredne i podłe. W wilku 4 lat odszedłem od nich. Za to mój przybrany syn odziedziczył stado.
Rok później dołączyłem do stada burzy. Była tam jedna jedyna klacz, która była jak anioł. Za to 10 ogierów chciało ją mieć. Były walki między nimi na arenie. Ja walczyłem z najsilniejszym. Był On duży i napakowany, ale nie przewidywał moich ruchów. Po 10 min pokonałem go i zdobyłem klacz anioła.
Byłem z nią przez pół roku. Niesetny wszystkie basiory się zemściły i ją zabiły. Byłem bez silny, ale walczyłem do ostatniego ogiera. Na końcu padłem przy niej i umierałem z miłości. Na ciele miałem wiele ran. Po kilku dniach pochowałem ją w stadzie.
Przez następne pół roku galopowałem przed siebie. W końcu gdy miałem 6 lat zatrzymałem się tutaj i mam nadzieje że poznam tą jedyną ♥
---------------- --------------- -------------------- ------------------ ------------------

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz