środa, 8 maja 2013

C.D opowiadania Rissy - Jango




 Po irytującej rozmowie  z Rissą,zawołał mnie do siebie Sawash.
 -O co chodzi?-spytałem.
 -No i patrz jak się ładnie goją rany po tych ziołach-zwrócił się do innego ogiera
 -Taa,ale zostanie mu ta paskudna blizna na oku.
 -To mu tylko doda charakteru.No dobrze Janguś teraz do rzeczy.Równo o północy,idziemy pod zamek Cieni i go podpalamy.Nie martw się o inne ogiery,bo wszyscy dostali jakieś zadania.W zamku jest tylko Cody i jego nowo narodzony syn.
 -Mam zabić źrebaka-posmutniałem
 -Wiem,że ci to przypomina o twojej zmarłej cioci.Przykro mi.
 -Zmarłej?Ona żyje i jest w naszym stadzie!
 -Oh,Amber żyje?!Po tym wszystkim obowiązkowo muszę ją odwiedzić.Ale czy w tym stanie dasz radę walczyć?
 -No jasne!
 -Jeszcze nie wiesz czy odziedziczyłeś po ojcu żywiołu ognia.Płomienie mogą cię strawić.
-Pchi..Płuje śmierci w twarz!
 -I to się nazywa podejście!Trzymaj tak dalej młody!
 -Panie,północ wybiła-wtrącił się jakiś ogier.
 -No,to idziemy się zabawić-powiedział SawashOpress a jego róg zapłoną żywym ogniem
 -Jango,nie zezwalam!-krzyknęła Rissa
 -Nie będziesz mi mówiła co mam robić!
 -Bo..bo
 -Bo co?Bo powiesz rodzicom?!
 -Jango to samobójstwo
 -Zejdź mi z drogi-powiedziałem odsówając ją na bok.
 -Jango gotowy?-spytał Sawash
 -Jasne.
 -Jake,teleportacja!
 To nie samowite!Znaleźliśmy się pod zamkiem Zakonu Cienia!
 -Chłopaki,rozproszyć się!-powiedział Sawsh
 -Ale co ja mam robić?
 -Biegnij,do zamku,w komnacie szóstej od lewej znajdziesz sypialnie syna Cody'iego
 -Robi aię!
 Żywioł śmierci pozwalał mi na zmianę kształtu,ale wszystko w co się zmieniłem było czarne.Zmieniłem się w czarnego wilka.Popędziłem tak,jak nakierował mnie SawashOpress.W końcu dotarłem do komnaty,gdzie odpoczywał nowo narodzony ogierek.,,Przepraszam młody''-pomyślałem i wbiłem kły w jego szylkę.Źrebak jękną żałośnie,a zaraz potem przybiegł Cody.
 -Wilk!-wrzasną przerażony.
 -Spokojnie,jestem Jango,twój bratanek-powiedziałem powracając do dawnej postaci.
 -Ty!Zabiłeś mi syna!
 Zaczęła się walka na rogi.Cody pod wpływem goryczy i rozpaczy nie był wystarczająco silny by mnie pokonać.Miał wykonać właśnie cios piekieł i mnie zabić,gdy nagle mój róg przebił się przez jego brzuch.Cody padł zakrwawiony na ziemię.Nie żył..Wyszłem na korytarz.Wszystko płonęło!Przemknąłem przez płomienie bez szwanku,co oznaczało że moim żywiołem jest także ogień.Wszedłem zwycięsko na plac.Zastałem tam wiwatujących wojowników i Shawash'a.Z rogó kapała mi jeszcze krew Cody'iego.
 -Dziękuję ci Jango,teraz ja przejmę władzę w Klanie cienia,ale obiecuje,że będę stosował się do zasad ustalonych przez Mustafara.-powiedział SawashOpress
-Jango,uratowałeś Klan Cienia!
 -Jesteś wielki stary!
 -Nauczysz mnie tego?
 -Jeseś super!
 -Jesteś idiotą-nagle zetknąłem zię z Kuną i Rissą,które naj wyraźniej nie były zadowolone z mojego czynu

 <Rissa/Kuna?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz